25 lipca

Dzisiaj wziąłem się za pisanie. Powstała jedna strona i doszedłem do wniosku, że nie bardzo mam pojęcie o czym ja właściwie chcę napisać, a to, co napisałem i tak już dawno zjechało na moje własne życie. Czarno to widzę na razie, strona nie została w każdym razie nawet zapisana na dysku, ba, nawet przeczytać tego nie dałem rady. Powinienem może poprzestać na recenzjach i wyzbyć się wszystkich złudzeń? ;]

To trochę smutne, że mam mnóstwo wrażeń, uczuć i przemyśleń do opisania, mnóstwo okruchowych pomysłów, ale za czymś, co by to wszystko spięło razem rozglądam się od roku i nadal nie mam. Nawet potrafię to pozbierać sensownie w całość i powiedzieć dlaczego tak, a nie inaczej, ale konkret kto, kiedy, gdzie i na tle czego – no za cholerę.

~

Drugi dzień pod rząd mam to wrażenie: czuję się jakbym coś stracił, jednocześnie mając przeświadczenie, że nigdy za bardzo niczego nie miałem. Mam uczucie brodzenia w piachu na pustyni o oglądania się nieustannie za siebie na jakąś cudowną, piękną przeszłość, która jest tylko mirażem, nigdy nie miała miejsca.

~

Znów zacząłem rozmawiać przypadkowo z obcą dziewczyną w sieci. Jeśli to nie jest lesbijka, to będę bliski zjedzenia własnej czapki. Albo czegośtam innego, czapki nie noszę.

~

Och, jak mi brakowało tego osobistego ględzenia w sieci. Cudzego ostatnio już zupełnie znieść nie potrafię, czy to na blogach, czy na żywo.


About this entry