1 kwietnia
Nie mam zielonego pojęcia co ja właściwie napisałem i po co. Skoro już jest, to publikuję, ale biorąc pod uwagę dziwne pomysły, które ostatnio przychodzą mi do głowy i wybuchową mieszankę emocji która w niej panuje… Chociaż w sumie to denerwuje mnie, że nie mogę się przybrać do czegoś odrobinę dłuższego i poskładać wreszcie w całość czegokolwiek z tego, co mam w głowie.
Data publikacji idiotyczna, ale nic nie poradzę, że jak już się przybiorę, żeby coś tu wrzucić, to jak nie święto, to prima aprilis. W każdym razie tekst pisany na serio.
~
Bębni palcami w kierownicę. Spękane chaotycznymi bruzdami jasności szare chmury na niebie są chyba jedyną rzeczą, na której może zawiesić wzrok. Parking pod hipermarketem, wokół brudne samochody, brudny asfalt, brudny obity blachą sklep przesłaniający horyzont. Radio w samochodzie nie działało od tygodni, ale myślami odpłynął już tak daleko, że przestał nawet nucić. I tylko to bębnienie, palce bezcelowo uderzające raz po raz o szare sprężyste tworzywo.
Czeka. Ona zaraz wróci, wsiądzie do samochodu razem z siostrą, wrócą do domu. Dom. Dziecko, które miało przyjść na świat za pół roku. Oczekiwanie, radość, ale też pewne obawy, wątpliwości, strach, czy wszystko pójdzie dobrze. Czy tak powinno być? Skoro tak się czuje, to chyba tak.
A jednak patrząc na te chmury myśli, że nic go tu nie trzyma. Przez tę chwilę czuje, że mógłby ruszyć i pojechać gdzieś w stronę tych świetlistych bruzd na niebie. Odlecieć. Cała ta miłość do niej, radość i niecierpliwe wyczekiwanie… zupełnie jakby mógł to wszystko pozbierać do pudła, niczym rozsypane dziecięce klocki, zamknąć, odstawić gdzieś w kąt i zacząć od początku. Może w ogóle nie zaczynać. Odlecieć i nigdy nie wrócić. Ot tak, po prostu, czysta egzystencja nie skuta łańcuchami powinności, emocji, oczekiwań i zobowiązań. Wziąć w nawias całe życie, wszystkie te elementy, które niczym balast trzymają jego stopy twardo na ziemi przez cały ten czas i… ale wtedy – co zostanie? Nie biała karta, przecież pamięć nie kończy się na odcięciu od przeszłości. Choćby zniknął z życia wszystkich tych, którzy byli obecni w jego własnym życiu, to przecież nie wyrzuci ich z głowy. A nawet jeśli, co potem? Nie będzie jechał w nieskończoność. Prędzej czy później zatrzyma się i zacznie przywiązywać gdzieś indziej. Tak łatwo było odjąć siebie samego z tego równania, ale już pozostać odrębną całością – tak, to był dopiero problem. Problem, któremu nawet wyobraźnia nie sprostała. Wyobraźnia wolała zostać na poziomie słodkiego banału, umiarkowanej codzienności.
Drzwi otwierają się, słychać końcówkę zdania, które ona mówi do siostry, wsiadają, ona obok, na siedzeniu pasażera, jej siostra za nimi.
-Nad czym tak myślisz?
-Hmm? Mówiłem, nie pytaj mnie o to. Nie wiem. Chyba myślę, że cię kocham. Jedźmy.
About this entry
You’re currently reading “1 kwietnia,” an entry on Nahallac's Attic
- Opublikowano:
- 2011/04/01 / 20:44
- Kategoria:
- Prozowanie
- Tagi:
No comments yet
Jump to comment form | rss komentarzy [?] | trackback uri [?]