10 marca
…pomyślałem sobie wtedy, że to będzie dość zabawne, spytać w ten sposób. O takie sprawy przecież pyta się z odpowiednią ostrożnością. Dlatego zacząłem jak kiedyś Aga:
-Mogę Ci zadać intymne pytanie?
I już w zasadzie nie pamiętam, czy doczekałem się jakiejś odpowiedzi, w sumie nie dałem jej zbyt wiele czasu na zastanowienie, prawdopodobnie zdążyła tylko coś cicho mruknąć.
-Dlaczego ścięłaś włosy?
Oczywiście nie mogło być po prostu odpowiedzi, przecież o takich rzeczach nie mówi się tak bez ogródek.
-Skąd… skąd wiesz, że ścinałam włosy?
Wskazałem na zdjęcie na ścianie wetknięte pomiędzy rysunki, wycinki, napisy, cały ten artystyczny nieład, którego sam nigdy i nigdzie nie umiałem osiągnąć, a który innym przychodzi tak lekko. Błysk zrozumienia, ale potem jeszcze silniejsze zmieszanie. Nie wiedziała w ogóle jak zacząć, ale nie to było najciekawsze. To spojrzenie i ten wyraz twarzy… tak, to musiało być rzeczywiście intymne pytanie, tu nic nie było na wyrost. Chyba spojrzała przelotnie na Radka i ociągała się dalej. Zupełnie, jakby nie chciała odpowiedzieć, jakby to był wręcz sekret, który wyciskam z niej prawie siłą. Uśmiechnąłem się; “przecież nie musisz odpowiadać, znamy się tylko od paru godzin” miałem już mówić, ale w końcu odpowiedziała. Najbardziej bawi mnie to, że w gruncie rzeczy nawet nie pamiętam o co chodziło – można powiedzieć, że to był impuls, po prostu poczuła taką potrzebę, więc to zrobiła – czyż tak nie bywa w życiu? Nie drążyłem, nie czułem potrzeby, bo miałem uczucie, że to zmieszanie, ten problem z jednoznaczną odpowiedzią – to było szczere. Może było wiele różnych powodów, może wystarczył irracjonalny impuls.
Ale przecież musiałem spytać, nie mogło być inaczej. Musiałem to sobie choć trochę ułożyć w głowie, żeby, kiedy spotkamy się każdy kolejny raz – choćby miniemy na korytarzu, każde zmierzając na swoje zajęcia – żebym miał już jej obraz, a nie uparcie powracające odbicie osoby, która miała tak silny wpływ na moje życie.
Ludzie mogą się ze sobą kojarzyć, przypominać jedni drugich. Ale przecież jeśli chcemy poznać kogoś choć trochę, nie możemy nakładać na niego rzeczy dopowiedzianych z kogoś innego, znanego wcześniej. To by było niesprawiedliwe wobec tych nowych, a czasami krzywdzące i lekkomyślne wobec starych.
~~~
Łapię takich chwil kilka dziennie. Niektóre są naprawdę – jak ta powyżej – a niektóre rozgrywają się tylko w mojej głowie i czasami nie kleją się z rzeczywistości prawie niczym. I pewnie wszystkie mógłbym opisywać, nie wiem czemu tego nie robię, bo naprawdę, tego jest mnóstwo. Problem tkwi w tym, że opisywanie takich zapadających w pamięć momentów zwykle wydaje mi się tak bezcelowe, że lenistwo bierze górę. Ale gdybym to robił, to przynajmniej pisałbym cokolwiek, zawsze lepsze to niż nic. No i – a nuż, kiedyś się coś z tego przyda…
About this entry
You’re currently reading “10 marca,” an entry on Nahallac's Attic
- Opublikowano:
- 2011/03/10 / 21:35
- Kategoria:
- Zwyczajniki
- Tagi:
No comments yet
Jump to comment form | rss komentarzy [?] | trackback uri [?]