26 grudnia

Tak sobie pomyślałem, że wypadałoby coś jeszcze tu wrzucić przed końcem roku. A skoro mamy poniekąd trzydniowe święto, to dziwne by było gdybym akurat w tym czasie czegoś nie wrzucił.

Bolesne jest jednak to, że ostatnio kompletnie nie mam do powiedzenia nic co by nie było mniej lub bardziej związane ze studiowaniem. I bynajmniej nie chodzi o to, że tak mnie to pochłonęło, bo zajęć mało i w sumie wciąż nie mam uczucia jakby to się wszystko zaczęło naprawdę. Obawiam się, że po prostu żadna refleksja nie chce się przerodzić nawet w jeden sensowny akapit który można by tu opublikować. Nie za dobrze, bo samo-nasuwający się wniosek brzmi tak, że po prostu prowadzę ostatnio życie jałowe i wybrakowane. Puste. Ale nie zgadzam się z tym wnioskiem, nie do końca.

Mam takie zrywy i jak już coś sobie poukładam, to wszystko naraz. Ot choćby ten ostatni weekend w Krakowie – Piątek: Tarnów, a wieczorem impreza integracyjna w Krakowie; Sobota: Warszawa i koncert Ulvera; Niedziela: dzień powrotu i spędzenia jakichś zmęczonych godzin w Galerii Krakowskiej. I były naprawdę cudowne momenty. Ale raczej na zasadzie tego, że chłonę, zachwycam się mniej lub bardziej, a potem… no właśnie, zostaje wspomnienie, które ustawiam gdzieś na półce i dalej dryfuję.

Nic nie piszę. Raz na jakiś czas coś pojawi się na tym całkowicie notatnikowym blogu i poza tym parę recenzji… to tyle co nic. Pomysły wpadają jednym uchem, a przeciąg wywiewa je drugim. Kiepsko.

A co tam, zwalę to na porę roku. Ja na przełomie jesieni i zimy zawsze mam kryzys – czytelniczy szczególnie. Przez te kilka miesięcy – październik, listopad, grudzień – zawsze mam problem by cokolwiek przeczytać od początku do końca. Widać kryzys mi się rozszerzył także na pisanie, na myślenie, na działanie. Marazm absolutny.
I już nawet nie wiem co mnie męczy by się z niego próbować wyrywać – jakieś resztki sumienia, czy jak to nazwać. Ale chyba słabo męczy.

Teraz też źle mi się pisze. Każde słowo wydaje się być złośliwe, a każde zdanie kanciaste i niepasujące. Całość blada, bez znaczenia nawet dla mnie.

Postaram się, by jeszcze w tym roku dać tu jakieś podsumowanie. Chciałbym coś jeszcze, ale coraz silniej czuję, że ten blog został gdzieś w przeszłości i że za wszelką cenę nie chce iść ze mną dalej. Hmm.


About this entry