3 listopada
Podróż na większe odległości to dziwna sprawa. Cóż to znaczy kiedy mówisz “przejechałem 500 kilometrów”? W gruncie rzeczy może spało się smacznie całą drogę. Albo czytało książkę. Inaczej jest kiedy się siedzi za kierownicą, a inaczej gdy spogląda się na świat z okna pociągu.
Odległości się nie doświadcza. Co najwyżej pośrednio – przez czas spędzony w dusznym przedziale wagonu, przez jednorazową rozmowę ze współpasażerami przy jednorazowym kubku kawy. Można wlepić wzrok w szybę i starać się chłonąć przepływające za nią pejzaże, ale nie sposób tak trwać przez pięć, sześć, osiem godzin. Zresztą zanim dotrze się do celu, już większość z nich zlewa się, zaciera w pamięci, w zasadzie pozostaje tylko jakieś niezbyt istotne ogólne wrażenie. Wyobrazić sobie tę gigantyczną odległość wspomnianych wcześniej pięciuset kilometrów, że jest to tyle a tyle zdaje się nadal niemożliwością. A kiedy przekładamy to na skalę kontynentu? Albo lepiej – całego globu? Abstrakcja, bez skali wpadająca w jakąś niemożliwą do ogarnięcia rozumem nieskończoność. Być może to wszystko, co ułatwia nam życie i komunikację na tym świecie, wpływa na nasze jego postrzeganie bardziej niż nam się na co dzień wydaje. Być może ten, kto przebył piechotą kilka mil zaszedł nieporównywalnie dalej niż ten, kto pokonał setki kilometrów niewiele stawiając samodzielnych kroków.
***
Cisza zapadła na tym blogu, gdyż usiłując w absurdalny sposób podkreślić zmianę w moim życiu jaką jest przeniesienie jego znacznej części do Krakowa o te (niecałe, to prawda) 500 kilometrów od rodzinnego domu, założyłem coś w rodzaju studenckiego bloga, gdzie lądują wszelkie spostrzeżenia dotyczące studiowania i wszystkiego co się z nim mniej lub bardziej wiąże. Nie znaczy to, że skazuję to miejsce na powolną agonię – może rzadziej, ale coś tu jednak czasami wrzucę. Tymczasem zapraszam tutaj:
/a nazwa nie ma nic wspólnego w zasadzie z niczym – była po prostu potrzebna jakaś nazwa, a ta nawinęła się pierwsza, łatwo było ukraść tytuł jednego z ulubionych utworów/
P.S.
Ja to oczywiście nie potrafię publikować tak, by nie trafić w jakąś datę. Jak nie święto to… ;–)
About this entry
You’re currently reading “3 listopada,” an entry on Nahallac's Attic
- Opublikowano:
- 2010/11/03 / 12:13
- Kategoria:
- Zwyczajniki
No comments yet
Jump to comment form | rss komentarzy [?] | trackback uri [?]