16 września

This is the beginning of the end

Tak się to wszystko powoli zbiera w sobie i rozpędza. Ile przy tym wątpliwości, obaw i pytań to nikt nie zliczy. Niemniej zostały dwa tygodnie. Pociesza mnie, że wiele spraw, choćby drobnych, udaje się jakoś pozałatwiać, że z każdym kolejnym dniem widzę, że coraz więcej rzeczy mogę już odhaczyć. Dwa tygodnie, a potem przez jakąś nieokreśloną ilość czasu nie będę oglądał starych kątów, murów, drzew i ulic… Ludzi. [No, z jednym wyjątkiem, co mnie wciąż lekko bawi.] To ma swoją genialną stronę – zdążę się stęsknić, tym przyjemniejszy będzie powrót. Przynajmniej na to liczę. Co do niektórych nie mam wątpliwości, ale liczę, że to zadziała na wszystko.

Nie zależy mi na gwałtownej, momentalnej zmianie, choć wiem, że pod pewnymi względami taka właśnie ona będzie. Nie chcę tylko jednego – nowych uprzedzeń, masek, ról. Zawzięty jestem pod tym względem do tego stopnia, że chyba się uda. Czasami świat pozwala się nagiąć do naszej woli, trzeba go do tego zmuszać jak najczęściej.

To chyba nie jest nowy początek. Nie taki całościowy. Chyba zbyt wiele razy wydawało mi się, że coś takiego jak nowy początek istnieje i zbyt wiele razy przekonywałem się, że to co dotyczy mnie nie kończy się z dnia na dzień, by przestać wierzyć w takie rzeczy. To jest szansa jakichś zmian, ale one zawsze wymagają czasu. Nie robię sobie żadnych nadziei, bo po prawdzie nie mam pojęcia jak to wszystko będzie wyglądało, mam po prostu tak ogromny zapas optymizmu, że nim samym mógłbym rozganiać deszczowe chmury, tyle że deszczowa pogoda mi zupełnie nie przeszkadza. Chciałbym tylko, by Kraków witał nas słońcem, ale jak będzie, to czas pokaże.

Wracają do mnie dziesiątki wspomnień, to, co dzieje się wokół prowokuje ciągle do wyciągania jakichś ułamków z przeszłości. Zupełnie jakbym już żył w przeszłości, teraźniejszość przeżywając w początku października. Dziwne uczucie.

I wczoraj – mam nadzieję, że ta magia, która w jakiś sposób potrafi pojawić się między ludźmi po kilku latach przyjaźni nie zanika wystawiona na próbę czasu. Ja ze swojej strony postaram się, by do tego nie doszło i mam wrażenie, że nie tylko dla mnie na tym zależy. Święta trójca… niech i tak będzie, my nie prosiliśmy się o nazwy, ważne, że naprawdę nie ma rzeczy, która nie mogłaby zostać powiedziana i chciałbym, by tak pozostało. To naprawdę dobre.

Nie mogę nie napisać o dacie, bo to też jest swego rodzaju święto, tylko z rodzaju tych prywatnych. Odpowiedź jak po niemiecku jest namiot padła dwa lata temu i nikt by nie przypuszczał, że jest to jedna z istotniejszych odpowiedzi w moim krótkim życiu. Dwa lata to w jego skali dość długo. Dzięki, że jesteś Zylia, bez Ciebie byłoby zupełnie inaczej. Nie okazuję wdzięczności bo jestem okropny, ale to nie znaczy, że jej nie ma, wręcz przeciwnie ;-)

Co się kończy? Myślę, że zmęczenie tym samym miastem od niemal dziewiętnastu lat dobiegnie wreszcie końca. Teraz, rozerwany pomiędzy dwa oddalone punkty, nie będę mógł poświęcić całej uwagi tylko i wyłącznie jednemu, może więc na oba spojrzę przychylniej [w sumie na Kraków przychylniej niż teraz i tak nie muszę, jest dobrze]. Mam też cichą nadzieję, że skończy się trwonienie czasu, że studia dadzą mi poczucie, że jakoś się ten umysł rozrasta, nie sztywnieje w bezczynności. Za dużo “że”.

Może na podsumowanie czasu łącznie z pozostałymi dwoma tygodniami przyjdzie czas, ale wątpię, bym je spisywał, to do niczego nie prowadzi. Chciałem coś zrobić z tym blogiem z okazji zmian – posprzątać? zmienić wygląd? wyrzucić w cholerę i założyć nowy? założyć równolegle drugi? w ogóle dać sobie spokój i nie udawać, że piszę, skoro prawie nic tu nie wrzucam? Pewnie zostanie po staremu, chociaż jeszcze nie wiem. Na razie nie widzę potrzeby zmian. Może się ta spisana nieudolnie przeszłość do czegoś przyda, a aż takiego problemu z sobą sprzed miesięcy, roku czy dwóch nie mam, by zacierać po sobie ślady. Było – minęło. Skoncentrujmy się na tym, co jest i ma zamiar być.


About this entry